"(...) innymi słowy, musisz ruszyć na swoje lęki z podniesioną głową. Zrzucić figowy listek; wyjść z ukrycia. Na jak długo? Dłużej nie pewnie byś chciał, wystarczająco długo, by ożywić twoje najgłębsze problemy, żeby spod tego wszystkiego mogła wydobyć się na powierzchnie twoja rana.
Utrata fałszywego ja jest bolesna. Choć jest ono tylko maską, nosiliśmy ją latami i pozbycie się jej może być odczuwane jak strata przyjaciela. Pod maską wszystko jest raną i lękiem, od którego uciekaliśmy, przed czym się ukrywaliśmy. Wydobycie tego wszystkiego na jaw może nami wstrząsnąć jak kataklizm (...)"
"(...) proście, by wyzwolił was z wszelkich więzi i niewoli, jak to obiecał zrobić. MacDonald modli się - Złóż moje rozbite cząstki w całość... Niechaj moje serce będzie radosne i wrażliwe, ale niech będzie całe i oświetlone w każdej cząstce - Tego nie da się zrobić na odległość; nie możesz prosić Chrystusa, aby wszedł w twoją ranę, podczas gdy ty sam pozostaniesz od niej z daleka. Musisz w nią wkroczyć razem z Nim (...)"
"(...) niektórzy czytelnicy nie mają nawet pojęcia, jaka jest ich rana albo jakie fałszywe ja z niej wyrosło. Jakże wygodna to ślepota. Szczęśliwa niewiedza. Jednak rany, której nie czujemy, nie da się uzdrowić. Musimy w nią wejść. Drzwiami może stać się nasz gniew, odrzucenie, którego doznaliśmy na przykład od dziewczyny; porażka albo strata złotego kija baseballowego. Drzwiami mogą być inne sposoby, w jakie Bóg psuje nam szyki. Może też być nimi zwykła modlitwa: Jezu, zaprowadź mnie do mojej rany."
"Oto - mówi On - Ja stoję u drzwi i pukam".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz