- Co robisz? -Zapytał kamień człowieka siedzącego na nim.
- Modlę się - odparł tamten.
- Czy siedzenie nazywasz modlitwą?
- Nie, nie siedzenie. Ja mówię.
- To modlitwa jest mówieniem - czy tak?
- Nie, ale...
- Ale czym jest - Dopytywał się kamień coraz natarczywiej.
- Widzisz - mówił człowiek - jest Ktoś tam, po tamtej stronie i ja z Nim rozmawiam.
- Czy ty Go słyszysz?
- Czasem tak, a czasem nie, ale wiem, że On mnie słyszy.
- Jak więc możesz prowadzić rozmowę? Przecież to jest monolog - tylko ty mówisz.
- To prawda - mówił człowiek - ale ja czuję.
- Co czujesz? - wciąż zaczepnie pytał kamień.
- Czuję, że On mnie kocha.
- Jak to się czuje?
- Jest mi dobrze. Moje serce bije rytmem radości. Bije tak jakby Ktoś trzymał mnie w objęciach. Jest spokojne, pełne pokoju.
- To modlitwa jest czuciem, czy tak?
- Nie, modlitwa jest SPOTKANIEM.
- Teraz rozumiem - odparł kamień - bo jeżeli spotkam się z kimś to rozmawiamy, uśmiechamy się do siebie i czujemy to, czego nawet nie wypowiadamy. Czy dobrze myślę?
- Świetnie, właśnie tak.
- Powiedz mi, proszę, czy kamień musi być zimny i twardy...Czy nie mógłby odczuwać tego, co ty...?
- Nie wiem. Zawsze tak było, że kamienie były zimne i twarde.
- Ale to, co ty mówisz o modlitwie, jest takie piękne. Powiedz Mu, żeby dał mi serce takie, jakie masz ty - z ciała, a zabrał mi serce kamienne. Jaki ty musisz być szczęśliwy, że możesz z Nim rozmawiać.
- Dobrze, poproszę Go, bo On może wszystko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz